Krótko i publicznie
Kawa, spacer, jeden drink: jedna do dwóch godzin, w miejscu publicznym, które sam wybierasz i z którego łatwo wyjść. Trzygodzinna kolacja z kimś, kogo nie znasz, to test wytrzymałości, nie spotkanie. A gdy znajomość zaczęła się w internecie: powiedzieć komuś, gdzie i z kim, i samemu zadbać o transport, to nie nieufność, tylko zdrowy rozsądek.
O czym rozmawiać
O tym, co robisz i co lubisz robić, z konkretnymi przykładami, i o tym samym u drugiej osoby. Nie o byłym, nie o pieniądzach, nie o dzieciach, których chcesz — nie dlatego, że to zakazane, ale dlatego, że zamienia rozmowę w rozmowę kwalifikacyjną. Najlepszy temat to to, co się dzieje: miejsce, kelner, pogoda. Rozmowa, która toczy się sama, mówi więcej niż kwestionariusz.
Kto płaci
W Polsce wciąż często oczekuje się, że zapłaci mężczyzna, ale u młodszych dzielenie się rachunkiem staje się normą; w Niemczech, Holandii czy Skandynawii dzielenie jest regułą, w Wielkiej Brytanii i Irlandii „ja stawiam następną kolejkę” załatwia sprawę. Zasada, która działa wszędzie: kto zaproponował, proponuje zapłacić; druga osoba proponuje podział; i nie robi się z tego sprawy. Następnym razem płaci druga strona.
Zakończyć
O umówionej godzinie, jasnym zdaniem: „Było mi miło, chętnie się z tobą znów zobaczę” albo „Dziękuję za rozmowę, życzę ci wszystkiego dobrego”. To drugie zdanie jest trudniejsze i oszczędza drugiej osobie dni wątpliwości. Wiadomość następnego dnia, w obu przypadkach, to minimum uprzejmości, które aplikacje kazały zapomnieć.
Pierwszy gest
Pocałunek na pierwszej randce nie jest ani obowiązkowy, ani zakazany: przychodzi, gdy oboje go chcą, a poznaje się to po odległości, która maleje, choć nikt jej nie forsuje. Gest odrzucony albo ominięty nie jest powtarzany. To najprostsza zasada i najbardziej zaniedbywana.
