Zwykła zazdrość
Prawie każdy bywa zazdrosny: ukłucie na widok spojrzenia, myśl przy późnej wiadomości, niepokój, gdy pojawia się były partner. Badania widzą w tym przestarzały system alarmowy — lęk przed utratą partnera — który u jednych włącza się szybciej niż u innych, często zależnie od stylu przywiązania: przywiązanie lękowe jest bardziej zazdrosne, unikające mniej to okazuje. Ta zazdrość mówi coś o osobie, która ją czuje, nie o zachowaniu drugiej, i mija, gdy się ją nazwie.
Kiedy staje się problemem
Zazdrość staje się problemem, gdy przekłada się na czyny ograniczające drugą osobę: sprawdzanie telefonu, żądanie haseł, zakazywanie ubrań, przyjaciół, wyjść, przesłuchiwanie, śledzenie. To już nie miłość, lecz kontrola, a prawo nazywa to po imieniu: przemoc psychiczna w polskiej ustawie o przeciwdziałaniu przemocy domowej, a w poważnych przypadkach uporczywe nękanie (stalking, art. 190a Kodeksu karnego), które jest przestępstwem — tak samo w Niemczech, w Wielkiej Brytanii czy w Holandii. Strona o przemocy w związku wyjaśnia, jak zaczyna się kontrola i dokąd prowadzi.
Rozmawiać o tym
Kto jest zazdrosny, mówi o sobie („czuję się niepewnie, gdy…”), a nie o drugiej osobie („ty robisz…”), i prosi o uspokojenie, nie o dowody. Kto jest przedmiotem zazdrości, uspokaja bez tłumaczenia się — tłumaczenie karmi przesłuchanie — i odmawia kontroli: nie oddaje telefonu, nie rezygnuje z przyjaciół. Jeśli rozmowa jest niemożliwa albo kontrola już się zaczęła, terapeuta dla zazdrosnego partnera jest pierwszym krokiem, a odejście drugiego — drugim.
